Inżynieria Wzornictwa Przemysłowego – jak wygląda pierwszy rok studiowania na Politechnice Krakowskiej?

Pierwsze pytanie jakie słyszę, kiedy mówię, że studiuję IWP to: a co to w ogóle jest? Nie są to przecież zwykłe wzorki jak na ASP (o których tak naprawdę niewiele osób ma pojęcie z czym się je) ani jakiś randomowy kierunek z wachlarza studiów inżynierskich. Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Inżynieria Wzornictwa Przemysłowego to dość nowy kierunek (jak na razie wypuścił w świat dopiero 3 roczniki inżynierów). Profesorzy, którzy zakładali ten kierunek wyszli z założenia, by do myśli czysto inżynierskiej dodać nieco estetyki. Z zamiłowania do nowych technologii, projektowania oraz dzięki współpracy z krakowską Akademią Sztuk Pięknych (a konkretniej wydziałem form przemysłowych) urodziło się właśnie IWP. Są to studia projektowe, na których studenci zarówno uczą się o budowie maszyn i pojazdów, procesach wytwarzania i właściwościach materiałów jak i o działaniach projektowych, estetce i samym designie.

Tak więc, kiedy ktoś się pyta co studiuję, to odpowiadam w skrócie: design na PK i ASP.

Jadąc do Krakowa nie miałam pojęcia, co tak naprawdę będę robić na tych studiach. Spodobało mi się w ich wizji to, że mogę studiować na politechnice kierunek artystyczny. Byłam ciekawa na ile będą one zbliżone do wzornictwa, które znamy z ASP a na ile będą przypominać te wszystkie kierunki, które można znaleźć na wydziale mechanicznym. Po skończeniu IWP otrzymuje się tytuł inżyniera, specjalisty od projektowania, brzmi wspaniale!

Żeby dostać się na ten kierunek trzeba przejść przez dwa etapy egzaminu. Pierwszy polega na przeglądzie portfolio. Muszą się w niej znajdować szkice projektowe oraz dowolne prace plastyczne, fotografie lub modele. To stanowi ¼ wszystkich punktów, które brane są pod uwagę w rekrutacji. Kolejnym etapem jest egzamin z rysunku. Ciężko było się przygotować jakkolwiek do niego. Przez to, że jest tak mało dostępnych arkuszy z poprzednich lat nie wiadomo czego można się na nim spodziewać. Zadania ocierają się o zagadnienia projektowe, czasem konstrukcyjne lub ideowe. Mogą też wymagaod nas konkretnego warsztatu, czy umiejętności przedstawienia pewnej wizji. Ma moim egzaminie musiałam zaprojektować innowacyjną maszynę do mierzenia czasu oraz narysować portret kogoś z sali (było to niesamowicie niewygodne, bo każdy był skupiony nad swoją kartką, ale dawało też sporo miejsca na własną interpretację). Istnieje również możliwość złożenia dokumentów na te studia z wynikami egzaminu wstępnego na kierunek wzornictwo na ASP. Co roku przyjmowanych jest maksymalnie 30 osób, co czyni nasze grupy bardzo kameralne. Przez to, że jesteśmy kierunkiem mimo wszystko artystycznym na politechnice traktowani jesteśmy często na przemian: ulgowo, prześmiewczo lub z przymrużeniem oka. Ja osobiście nie jestem z tego zadowolona, są to przecież studia inżynierskie jak każde inne, niemniej jednak, poziom ogarnięcia jaki prezentuje część mojej grupy czasem pozostawia po sobie wiele do życzenia.

W rzeczywistości te studia są mieszaniną wszystkiego. Co semestr zastanawiam się czy mi się nadal podoba to co robię, czy spodziewałam się czegoś innego. W sylabusie studiów znajduje się mnóstwo zajęć, które mogą wydawać się dla tego kierunku bez sensu, brakuje takich, które serio by się przydały. Mamy to szczęście, że jako świeży i dynamicznie zmieniający się kierunek mamy realny wpływ na to, jak one będą ostatecznie wyglądać, bo każdy rocznik odrobinę różni się od kolejnego. Mamy trochę inne przedmioty i inne zadania projektowe. Zmieniają nam prowadzących, możemy wybierać inne zajęcia.

O samych studiach najłatwiej opowiedzieć przez pryzmat zajęć jakie są tutaj prowadzone:

Rysunek prezentacyjny

Kiedy myślę o pierwszych tygodniach studiowania na IWP najmilej wspominam właśnie zajęcia z rysunku. Na początku towarzyszył im pewien stresik, w końcu to umiejętność rysowania stanowiła 50% punktacji by się dostać na ten „elitarny” kierunek. Tam tak naprawdę mieliśmy dopiero pogląd na jakim poziomie względem grupy jesteśmy i co sobą reprezentujemy. Zajęcia są prowadzane przez profesora z akademii, który tak poświęcił się pracy z nami, że naszą pracownie żartobliwie nazwano jego nazwiskiem. Zaczynaliśmy od zwykłych brył, kompozycji, żeby potem przejść przez walor aż do momentu by „linia grała”. Celem zajęć było to, by jak najlepiej potrafić przedstawić swoje pomysły projektowe, by pewną kreską móc kreślić modele i idee. Prowadzący bardzo mocny nacisk kładł na to, by rysować dużo w domu, co tydzień sprawdzał szkicowniki a na koniec semestru zorganizował przegląd wszystkich prac. Obecność na tych zajęciach była obowiązkowa, ale nie było dramatu jak się nie przyszło. Wystarczyło być miłym i kiwać głową, że się rozumie wszystkie uwagi dotyczące sztuki rysowania (generalnie mało kto rozumiał, profesor posługuje się tak wyrafinowanym artystycznym slangiem, że ludzie z plastyka musieli nam tłumaczyć:)).

Analiza matematyczna

Drugim najważniejszym przedmiotem była właśnie majca (bo tak krakusy mówią na królową nauk). Profesor, która prowadziła nam zarówno ćwiczenia jak i wykłady była bardzo roztrzepana i wymagająca. Każdą, nawet najprostszą definicję potrafiła wyłożyć tak, że każdy łapał się za głowę lub zbierał szczękę z podłogi. Jedynym ratunkiem było po prostu na bieżąco ogarniać to co mówi, porównywać to z wiedzą z liceum na poziomie rozszerzonym i wyciągać wnioski. Była również fanką mini konkursów oraz łamigłówek, dzięki czemu można było zarobić kilka plusików. Sam materiał był do opanowania, wymagał tylko pracy na bieżąco i rozwiązywania dostępnych na instytucie arkuszy. Egzamin był pisemny z części praktycznej, a jeśli trafiłeś do grona szczęśliwców, którzy takowy zdali, zapraszano na egzamin ustny z teorii. Niemniej jednak są osoby, które nie mogą zdać matematyki nawet do trzeciego roku, co nasuwa pewien nieśmiały wniosek, że nie każdy artysta nadaje się na inżyniera ;/.

Historia sztuki i wzornictwa

Mimo późnej pory tych zajęć i ich nieobowiązkowości (względnej, bo na PK wszystkie wykłady są obowiązkowe, zależy tylko od wykładowcy jak bardzo się tym przejmuje) były to jedne z moich ulubionych zajęć. Nie trzeba było nic notować ani zapamiętywać, bo na zaliczenie przedmiotu należało zrobić plakat na wybrany temat związany z historią wzornictwa. Zajęcia te były wspaniałą wycieczką po ikonach designu, najwspanialszej architekturze oraz najciekawszych światowych wystawach 

Podstawy budowy maszyn

Jak przystało na wydział mechaniczny, nie obyło się bez wszystkim znanych pbmów. Wykłady mieliśmy z profesorem żartobliwie przezywanym Promykiem, który z taką fascynacją opowiadał o gwintach i sworzniach, że momentalnie się usypiało. Na laboratoriach z tego przedmiotu należało przygotowywać sprawozdania z pomiarów które mało kto rozumiał lub brał na poważnie. Całe szczęście poprzednie roczniki uzbroiły nas z materiały do nauki, prowadzący dzielił się slajdami więc można było na spokojnie zdać w sumie dość trudny egzamin.

Projekt semestralny- podstawy projektowania

Był to jeden z dwóch przedmiotów prowadzonych na asp. Założeniami tych zajęć było to, by nauczyć nas procesu szukania rozwiązań projektowych w oparciu o cele i ograniczenia. W pierwszym semestrze naszym zadaniem było zbudowanie mostu mierzącego 1,5 m długości o udźwigu około 1kg przy użyciu jedynie wykałaczek oraz kleju. Było to wykonalne, ale przy okazji niesamowicie frustrujące, bo zamiast tworzyć od razu super designerskie konstrukcje my walczyliśmy z tysiącami rodzajów klejów i metodami cięcia wykałaczek żeby to się w ogóle chciało siebie trzymać i nie wyglądało jak obraz rozpaczy. Podczas tych zajęć nauczyliśmy się cierpliwości, pokory oraz tego, że model klejony godzinę przed przeglądem serio ma prawo się rozlecieć.

Zadanie w drugim semestrze dawało nam nieco więcej pola do popisu, ale nadal nie za dużo. Tematem projektowym było to, by stworzyć maszynę z drutu przedstawiającą emocję. Przez nieco nawiedzonego profesora-artystę musieliśmy się wzbić na wyżyny abstrakcji i zgadnąć co go może zadowolić. Było to przeprawa przez mękę i wysypiska śmieci (dosłownie!). Efektem tego było kilkanaście kinetycznych rzeźb rodem z transformersów. Osobiście jestem bardzo dumna ze swojej rzeźby, która oprócz swego głębokiego przesłania całkiem ładnie się prezentowała .

Komunikacja wizualna

To drugi przedmiot prowadzony na wydziale form przemysłowych. Zajęcia było prowadzone przez niesamowite małżeństwo specjalistów od komunikacji wizualnej, grafiki oraz typografii. Projektami zaliczeniowymi były identyfikacje wizualne wymyślonych przez nas nie istniejących produktów czy usług. Jedynym mankamentem tych zajęć było to, że nie każdy z nas potrafił biegle obsługiwać różne programy do obróbki graficznej, takich jak Photoshop czy Ilustrator, przez co nasz prace nie zawsze pokrywały się z naszymi oczekiwaniami.

Makietowanie i budowa modeli fizycznych

Były to przesympatyczne zajęcia w warsztacie, gdzie uczyliśmy się obsługi prostych narzędzi, począwszy od suwmiarki i kończąc na tokarce czy frezarce. Kleiliśmy proste modele oraz obrabialiśmy drewniane elementy. Z perspektywy czasu bardzo żałuję, że tych zajęć było tak mało i że nie mieliśmy okazji wykazać się własną kreatywnością.

Grafika inżynierska i podstawy CAD

Były to dwa osobne przedmioty podczas dwóch semestrów ale polegały na tym samym. Uczyliśmy się obsługi programów takich jak Inventor, CAD czy Creo Parametric. Wszystkie polegają niemalże na tym samym, więc teraz wszystkie mi się mieszają. Jedno jest pewne, jeśli ktoś teraz by mi kazał wymodelować jakąś część siłownika hydraulicznego w którymkolwiek z tych programów, zrobię to ze stoperem w ręce.

Obliczeniowe programy inżynierskie

To jeden z tych przedmiotów na którym zastanawiałam się, czy przypadkiem nie pomyliłam drzwi wchodząc na zajęcia. Poznaliśmy na nich dwie tajemnicze oblicza programu MatLab, czyli jego podstawową wersję oraz Similinka do symulacji obliczeń. Jako, że nikt z nas nie miał umysłu informatycznego, większość z tych zajęć próbowaliśmy zrozumieć, do czego w ogóle nam się te programy mogą przydać. Okazało się, że do niczego więc zadowoliliśmy się tym, że tylko semestr musieliśmy się z nimi męczyć.

Technologie informacyjne

Jest to jeden z klasycznych przedmiotów na politechnice. Na innych kierunkach polega na podstawie obsługi pakietu Office, a nas miło zaskoczono, bo pokazano nam jak tworzyć modele 3D oraz animacje w Blenderze. Mimo tego, że zajęcia odbywały się w poniedziałek o 7:30, z przyjemnością chodziłam i odkrywałam bezkresne możliwości tego programu.

Retoryka i techniki prezentacji

Zajęcia te mieliśmy z doktorem, specem od socjologii społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Były prowadzone bardzo ciekawie, zapoznaliśmy się z mnóstwem badań na temat różnych aspektów, które powodują, że dany komunikat jest atrakcyjny czy zrozumiały. Na koniec sami ćwiczyliśmy się w obronie własnych argumentów lub ocenialiśmy wypowiedzi publiczne znanych osób.

WF

Z tymi zajęciami również nie trafiliśmy najlepiej jeśli chodzi o godzinę, bo z resztą grupy musiałyśmy się stawić w strojach sportowych już o 7:30. Poszczęściło nam się za to z doborem prowadzącego, bo zajęcia przygotowywał nam fantastyczny magister od tenisa, dzięki czemu mogłyśmy korzystać z kortu i swawolnie odbijać sobie piłki, a raczej biegać po te, których nie udało nam się odbić prawidłowo.

W drugim semestrze niestety trafiłyśmy na panią od fitnessu, której bardzo zależało na wykorzystaniu naszego potencjału i wysłaniu nas na konkurs chirliderek. Całe szczęście udało nam się wymigać z tego zaszczytu i pozostaną tylko wspomnienia nieudolnych układów choreograficznych.

Języki obce

Jestem ostatnim rocznikiem, przynajmniej na moim wydziale, który miał szanse wybrać fakultet z innych języków niż angielski. Ja wybrałam francuski, ale sporym zainteresowaniem cieszy się również rosyjski. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki prowadzone są te zajęcia. Zawsze panuje luźna atmosfera, dowiadujemy się sporo o zwyczajach i typowych zachowaniach francuzów oraz o ich kulturze. Oczywiście nie brakuje w mojej grupie osób, które niczym w podstawówce przeprowadzają dywersję zajęć. Pani profesor nieugięcie przekazuje nam same najważniejsze fakty, sporo przydatnego słownictwa oraz tyle gramatyki, ile jest nam realnie potrzebne by nie zginąć w Francji.

Pierwszy semestr studiów zawierał sporo zajęć, które nie były zbyt wymagające. Rysunek, grafika inżynierska czy historia wzornictwa były przyjemne, nie spędzały snu z powiek. Nie można tego było powiedzieć jednak o matematyce, którą tylko nieliczni zdali w pierwszej sesji, reszta zdała na poprawce i wcale nie mało osób zostało z warunkiem. Wtedy też zrozumiałam, że mój świadomy wybór, by pójść na studia twórcze, a nie odtwórcze (bo tak rozumiem różnice między moimi studiami a innymi typowymi kierunkami na politechnice, gdzie jest dużo wkuwania) ciągnie za sobą wiele konsekwencji. Początkowo semestr mijał luźno, bez spiny. Potem okazało się, że prawie niemożliwe jest zrobienie wszystkich projektów w pół miesiąca lub ogarnięcie różnych grup projektowych w tym samym czasie. Na tych studiach ogromnie liczy się systematyczność i praca w domu. Nawet jeśli jest to robienie tutoriali na youtubie, czy szkicowanie w tramwaju.

Drugi semestr był już dużo bardziej ścisły i inżynierski, ze względu na liczący bardzo dużo ECTS egzamin z budowy maszyn oraz programy obliczeniowe. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno jest mi to potrzebne i czy nie marnuję tylko czasu w imię inż. przed nazwiskiem. Przecież mogłabym się twórczo rozwijać na akademii…

Mimo tego, po pierwszym roku studiów na IWP byłam pozytywnie naładowana, czekałam na to jakie zajęcia i projekty przyniesie kolejny rok. Wierzę, że ktoś mądry tak ułożył te studia nie bez powodu i przynajmniej większość rzeczy które obecnie wydają mi się nie do końca sensowne wykorzystam w przyszłych projektach.

A na koniec garść rad dotyczących studiowania na tym kierunku:

  • Bardzo będziesz od samego początku potrzebować silnego komputera, najlepiej mobilnego. Mimo tego, że politechnika oferuje ciągły dostęp do najróżniejszych programów i oprogramowań na ich komputerach, to nie ma to jak móc tworzyć projekty w dowolnej chwili i miejscu. 
  • Bierz udział w konkursach. Nie trzeba ich nawet szukać, prowadzący sami podsuwają nam masę konkursów z całkiem niezłymi nagrodami. Czasem są to pieniądze, możliwość stażu czy nawet realizacje zwycięskich projektów. Trzeba tylko brać się do roboty i pilnować terminów.
  • Wykłady na Politechnice Krakowskiej są obowiązkowe. Nie znaczy to jednak, że ta obecność jest zawsze sprawdzana. Polecam jednak, by na każdym wykładnie pojawiła się chociaż pokaźna reprezentacja, żeby wykładowcy nie mieli pretekstu do niezapowiedzianego sprawdzenia waszej wiedzy.
  • Angażuj się w życie kierunku. Tworzymy naprawdę miłą małą społeczność, a zawsze można dużo zyskać jeśli zostaniesz zauważony 
  • Przygotuj się na to, że nie będą Cię wszyscy profesorowie traktować poważnie, szczególnie jeśli jesteś dziewczyną. Nie jest to zasada, jednak wydział mechaniczny pełen jest prowadzących, którzy jeszcze do niedawna prowadzili zajęcia dla samych panów i zaskoczeniem dla nich jest tak stosunkowo duża ilość kobiet na kierunku. 
  • Kraków jest cudownym miastem, niezwykle przyjaznym zarówno dla artystów jak i studentów. Trzeba się rozglądać za wystawami, koncertami i festiwalami. Jest tego mnóstwo, aż szkoda nie korzystać!