Patrycja Podkościelny o tym, jak nie da się zarabiać na komputerach

W spokojne niedzielne popołudnie, w Gdańsku, w jednej z kawiarni na Starym Mieście, w odosobnionym pokoiku, gdzie mogłyśmy swobodnie porozmawiać, spotkałam się z Patrycją Podkościelny przy herbacie.

Wyglądała jak baletnica. Drobna sylwetka i włosy zebrane w nobliwy koczek tworzyły zaskakującą mieszankę z ogromem energii, z jakim odpowiadała na moje pytania. Jej myśli były wszędobylskie, dzięki czemu rozmawiając z nią i przeskakując z tematu na temat, można było odnieść wrażenie, że zna się ją od zawsze. Przepraszam, że tak mieszam… mówiła, schodząc z tematu.

Być może ten galop myśli wynikał z jej ogólnej wszechstronności. Jest projektująco-ilustrująco-nauczającym człowiekiem orkiestrą. Ilustruje między innymi takie czasopisma jak Newsweek czy Znak.  A to wszystko jednocześnie będąc zarówno doktorantką, jak i nauczycielem akademickim na gdańskiej ASP i na Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Sama przyznała, że nie byłaby w stanie zdecydować się na jedno – Za granicą jest się specjalistą tylko w jednym kierunku, czyli jeżeli jest to ilustracja, to najlepiej ilustracja skierowana, np. portrety. A u nas projektanci zajmują się wieloma rzeczami. Tak samo ja zajmuję się i ilustracją, i bawię się typografią, i uwielbiam składać książki.

Kurs rysunku online, krok po kroku w 25 lekcjach! 

Od dzieciństwa rysowała dużo portretów.

Tył zeszytu zapełniała rysunkami, zamiast spisywać lekcje. Z plastyki też miała słabe oceny. Gdy trzeba było narysować fuzję dwóch przedmiotów, narysowała fuzję kota z jabłkiem. Zostałam trochę zlinczowana za tę pracę, bo przecież jak można kota połączyć z jabłkiem. – opowiadała mi z wielkim uśmiechem, od razu jednak dodając – oczywiście ta praca nie była jakaś super.

Patrycja od początku wiedziała, co chce robić i ponieważ jest osobą dosyć upartą, postawiła na swoim wbrew sprzeciwom części rodziny. Pamiętam, że jak siedziałam w Photoshopie, jeszcze w siódemce, i próbowałam coś rysować, to słyszałam, że na komputerze przecież nie da się zarobić. ­Zabawnym doświadczeniem było słuchać tych wspomnień wiedząc, jak bardzo zmienił się świat wokół nas, w przeciągu dwóch ostatnich dekad. Patrycja zgodziła się ze mną.

Teraz widać, że programiści zarabiają naprawdę dobrze. Ja też przecież tworzę na komputerze. Jeżeli podejmiemy jakiś wybór we wczesnych latach nie zawsze wiadomo, czy to wyjdzie, czy nie. Ja uznałam, że pójdę w zaparte, bo to jest jedyna rzecz, która mnie kręci i widzę, że mi wychodzi.

I tak uparła się, aby pójść do gimnazjum i do liceum plastycznego, a później na ASP. Jak sama przyznała, w powszechnym, rodzinnym mniemaniu traciła dużo czasu. Po liceum zrobiła sobie rok przerwy, rezygnując z rekrutacji na ASP we Wrocławiu, mimo że została zaakceptowana do kolejnego etapu. Ja jestem człowiekiem znad morza­ – dodała, dolewając sobie herbaty z małego białego dzbanuszka. Odczekała więc rok, intensywnie malując i przełamując swoją estetyczną niechęć do koloru. Dorabiała wykonując biżuterię ze szkła i pracując w McDonaldzie. Ten rok okazał się jednak owocnym. Na grafikę na ASP w Gdańsku została przyjęta na pierwszym miejscu.

Gdy zapytałam się jej, czy jest zadowolona ze swoich studiów, odparła i tak, i nie. Przeszkadzała jej wszechobecna na Akademii adoracja polskiej szkoły plakatu. Profesorom natomiast przeszkadzało, że Patrycja dzieliła swój czas między projekty na zajęcia i płatne zlecenia. Uważam, że nie powinno tak być, bo przecież po to są studia, żeby potem znaleźć pracę – zauważyła Patrycja, a w późniejszym momencie naszej rozmowy dodała –

Te osoby z mojego roku, które pracowały w trakcie studiów, są tymi osobami, które się wybiły i o których się słyszy. Zawsze powtarzam moim studentom, żeby pracowali już podczas studiów.

A więc, w jaki sposób ona zdobyła swoje pierwsze zlecenie?

Hmm… pierwsze zlecenia były chyba dla znajomych. I pamiętam, jak odkryłam Behance’a. Zrobiłam swoje pierwsze słabe portfolio. Po pierwszych zleceniach, które wiadomo, że były proste, dostałam wiadomość od Adobe. Robiłam jakieś banery i ulotki, i nagle dyrektorowi kreatywnemu Adobe spodobała się moja praca na Behansie – powiedziała tak, jakby dalej, mimo upływu lat, nie mogła w to uwierzyć. Więc polecam wszystkim zakładanie Behance’a – dodała ze śmiechem.

Więcej prac Patrycji na jej profilu na behance.net, koniecznie trzeba zobaczyć!

Uwielbia tradycyjne techniki rysunkowe. Gdy na narysowanie ilustracji do gazety ma zaledwie kilka godzin, nie może pozwolić sobie na czasochłonne tradycyjne techniki, które nie zostawiają ilustratorowi przestrzeni na popełnienie błędu. Przekonała się o tym na własnej skórze – Robiłam plakat. Było już wcześnie nad ranem. Miałam skończony bardzo skomplikowany rysunek, a że byłam też przed przeprowadzką, dużo farb miałam popakowanych. Znalazłam tubkę akrylu jakiejś innej niż zazwyczaj firmy. Typ farby był ten sam, a jednak, gdy przejechałam nią po rysunku, to cały mi się zmył. Więc teraz tam gdzie terminy gonią, tam Patrycja odkłada przyjemność tradycyjnego rysowania na później.

Nie ma też czasu na czekanie na wenę. Uważa siebie za rzemieślnika, a nie artystę – Jestem już trochę zblazowana – stwierdziła ­– i po latach robienia ilustracji wyrobił się u mnie mechanizm wpadania na pomysłyLudzie myślą, że pomysłowość, jest już w nas, ale okazuje się, że można ją spokojnie wyćwiczyć. Przyznała również, że w trakcie liceum plastycznego, jak i studiów, profesorowie i nauczyciele zmuszali ją do wychodzenia poza jej tematyczną i stylistyczną strefę komfortu. Dostawała zadania polegające na stworzeniu rysunku w jakimś konkretnym stylu. Osobom dopiero przygotowującym się do egzaminów wstępnych zdecydowanie radzi, aby ćwiczyli właśnie w ten sposób. Proponuje również, aby kandydaci na ASP próbowali sami dla siebie ilustrować graficznie osamotnione artykuły.

Ludzie myślą, że pomysłowość, jest już w nas, ale okazuje się, że można ją spokojnie wyćwiczyć.

Rozmawiałyśmy ponad godzinę. Patrycja zdradziła mi, że uwielbia zbierać książki branżowe, a w domu ma ścianę pełną plaroidów. Gdy rozstawałyśmy się przyznała, że najbardziej irytuje ją, że jej stare prace wyskakują w google’ach na najwyższych pozycjach. Mój chłopak mówi, że nienawidzę swoich prac zanim jeszcze powstaną. Mogłabym wam polecić zapoznanie się z jej twórczością, ale wydaje mi się, że sami tego nie wiedząc, możecie być z nią już w jakimś stopniu zaznajomieni. Jeżeli widzieliście logo Gdynia Design Days, czytaliście Newsweeka lub zastanawialiście się nad kupnem tego fajnego T-shirtu z Medicine, to powinniście wiedzieć, że za te projekty odpowiedzialna była smukła ręka Patrycji Podkościelny.

Jak dostać się na grafikę na ASP w Warszawie?

Możesz wpaść i przeczytać też to:

Wywiad – Patryk Hardziej.

Wywiad – Paweł Podwojewski Studio Motiv

Ćwiczenia z rysunku, zadania na 7 dni! 

SaveSave