Patryk Wojciechowski – moda na granicy kiczu, piękna, trendów i upodobań

Patryk Wojciechowski jest młodym projektantem z Gdyni. Nie chciałabym sprowadzać jego osoby głównie do uczestnictwa w drugiej edycji Project Runway, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że głównie z tego, póki co, jest znany. Zupełnie niesłusznie. Jego nonszalancki talent doceniło nie tylko jury programu, ale i Rektor Akademii Sztuk Pięknych oraz klientki. Jeszcze w trakcie programu pokazał, że radzi sobie równie dobrze ze stonowaną kolorystyką, jak i z całym kalejdoskopem kolorów.

Złota proporcja Patryka Wojciechowskiego

Mieliśmy spotkać się na 100czni. Dzień był piękny. Słońce wkradało się między kontenery ustawione jeden na drugim, niczym olbrzymie klocki lego.

W jednym z tych klocków Patryk Wojciechowski ma swój sklep. Na ścianach kontenera wiszą wyeksponowane sukienki i bluzy. Ubrania są luźne, ovesize’owe, wygodne. Gdzieniegdzie widać nadruki prezentujące detale ze średniowiecznej sztuki sakralnej. Kompozycja jest widocznie przemyślana i zgodna z koncepcją Patryka.

Nazwałem moją markę PHI Concept, ponieważ Phi, 21 litera alfabetu greckiego, oznacza złotą proporcję. Starożytni Grecy uważali, że wśród wszystkich możliwych podziałów odcinka na dwie części istnieje taki, który umożliwia osiągnięcie idealnie harmonijnych proporcji – wyjaśnił w trakcie rysunkowego spotkania Gumką i Ołówkiem, gdzie go poznałam.

Polska gola!

Jestem z drugiej strony – napisał mi. I faktycznie, gdy wyjrzeliśmy za kontener, naszym oczom ukazało się kilka rzędów kibiców oglądających mecz, wylegując się na leżakach. Na wielkim telebimie, tuż nad sklepem Patryka, wyświetlany był mecz Polska-Japonia. On siedział po turecku na ławeczce przed swoim kontenerem. Dotarło do mnie, co tak naprawdę mecz oznacza dla naszego spotkania.

Patryk uśmiechnął się do mnie i Mateusza, po czym uściskał nas na powitanie. Będzie ciężko nam rozmawiać – krzyknęłam, gdy nadstawił do mnie ucho.

Jeśli chcesz mogę na chwilę zamknąć sklep ­– odkrzyknął. Kiwnęłam głową i pochyliłam się w jego stronę – Postaram się nie zająć Ci zbyt wiele czasu.

Chwilę później siedzieliśmy znów po drugiej stronie kontenera.

Dwie rzeczy uderzają w zachowaniu Patryka: skromność i szczerość.

Jak chodziłem do urzędu pracy dostałem panią z przydziału. Powiedziałem jej, jaką szkołę skończyłem i że szukam pracy. Na pierwszym spotkaniu powiedziała mi, że ok. Na drugim, stwierdziła, że w LPP szukają modeli, ale że o czymś takim jak praca jako projektant to jeszcze nie słyszała. Na trzecim spotkaniu dostałem od niej cztery propozycje pracy, między innymi w McDonaldzie i w KFC. – przypomniało mi się, jak opowiadał spokojnym głosem w trakcie spotkania Gumką i Ołówkiem o tym, jak wygląda zawód projektanta. Dzisiaj miałam okazję porozmawiać z nim o tematach, których wtedy nie zdążyliśmy poruszyć.

„Coraz mniej uważam siebie za artystę” – Patryk Wojciechowski

Uważasz siebie za artystę? – zapytałam, zwróciwszy uwagę, jak często używa tego słowa.

Coraz mniej, ale ciągle tak – zaśmiał się. Artysta to dla mnie przede wszystkim ktoś, kto stara się tworzyć oryginalne projekty, a nie kopiuje jedynie to, co inni projektanci wymyślili wcześniej. Ja znam swojego klienta. Wiem, co może go zainteresować w danym kroju lub fakturze. Trendy przerabiam na to, co pasuje mi do marki i dorzucam coś od siebie.

Jury Project Runway okrzyknęło jego kolekcję finałową najbardziej artystyczną w programie. Oprócz funkcji pragmatycznej i estetycznej, w każdej jego kolekcji widać wyraźny motyw przewodni. Wykorzystuje modę, tak jakby była dziełem literackim: do fizycznego zobrazowania zjawisk, kontekstów lub wartości (jak w przypadku PHI), a każdy element składa się w przemyślaną całość.

Ponadto, Patryk nie boi się odwrócić ról lub pomieszać konwencji. Podczas pokazu w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w marcu tego roku, posadził modelki, pozwalając im robić to, co naturalnie robiłyby za kulisami pokazu. Tym razem role zostały odwrócone – modelki siedziały a to widzowie paradowali przed ich oczami, chodząc od pokoju do pokoju – jak w muzeum.

Zainteresowanie tym, co jest w środku

Szyć zaczął w drugiej/trzeciej klasie liceum. Najpierw rysował swoje projekty na papierze, potem w ręce wpadła mu maszyna do szycia. Podstaw uczyła go babcia, reszty uczył się sam, dokonując sekcji swoich własnych ubrań. Kupowałem rzeczy w lumpeksie, żeby je potem rozpruć i wyrzucić ­– powiedział. To było takie zainteresowanie tym, co jest w środku. W ten sposób tworzyłem wykroje. Tak też powstał mój pierwszy frak, który uszyłem sobie na studniówkę.

Studia

Po liceum plastycznym w Gdyni wybrał się na studia do Łodzi.

To była najbezpieczniejsza opcja jaką mogłem wybrać – powiedział. W tamtym czasie został utworzony kierunek projektowanie ubioru w Warszawie. Był to pierwszy lub drugi rok,  funkcjonowania tego kierunku. Istniały oczywiście jeszcze szkoły prywatne, ale one często są do dupy. Więc poszedłem do Łodzi. To było wtedy jedyne miejsce, w którym uczono projektowania odzieży na dobrym poziomie. Potem okazało się, że w Warszawie poziom jest bardzo dobry.

Dlaczego? – zapytałam.

Przede wszystkim trzeba zrobić staż u projektanta, a nie w sklepie z butami. Kadra jest bardzo dobra. Masz wykładowców z zagranicy z Antwerpii, z Ukrainy. Zajęcia są prowadzone po angielsku. Plus widać, że dyplomy, powstające w Warszawie są naprawdę dobre. W Łodzi na pokazach modowych można zobaczyć projekty bardziej casualowe, a w Warszawie bardziej modowe. Oczywiście nie oznacza to, że automatycznie przekłada się to na sprzedaż i budowanie własnej marki, ale tego już żadna szkoła nie uczy.

Jak stworzyć markę modową?

Nagle po drugiej strony kontenera podniósł się harmider i słychać było radosne krzyki. Spojrzeliśmy na siebie z Patrykiem. Chyba Polska strzeliła gola. A skąd Twoim zdaniem można się nauczyć sprzedaży i tworzenia marki?

Myślę, że przede wszystkim dzięki stażom i własnemu doświadczeniu. Oczywiście można dużo na ten temat przeczytać, ale każda marka jest inna. Moda jest taką dziedziną, która balansuje gdzieś na granicy kiczu, piękna, trendów i upodobań, więc nigdy nie wiadomo, czy marka się przyjmie.

W programie nie zależało mi na tym, żeby wygrać i może dlatego udało mi się dojść tak daleko. Nie mówiłem i nie myślałem o wygranej. Teraz, z perspektywy czasu, fajnie by było wygrać te 100 tysięcy złotych – zaśmiał się. – Ale też wiem, że nic bym nie zrobił wtedy lepiej albo gorzej. W biznesie potem takie podejście „będzie co będzie” raczej nie pomaga. W życiu codziennym trzeba być bardziej pokornym.

Jeżeli jest zadanie do wykonania, to po prostu musisz to zadanie wykonać. Nie jest tak, że masz swojego artystycznego focha i to nie jest Twój dzień. To już jest dorosłe życie i nie bawimy w sztukę, tylko robimy swoje.

Po drugiej stronie kontenera było słychać coraz większy harmider. Nie chcąc odciągać Patryka zbyt długo od biznesu, postanowiłam zadać ostatnie, tendencyjne pytanie. Plany na przyszłość? Patryk uśmiechnął się do mnie i powiedział o chęci wyjścia na rynki zagraniczne z bardziej artystyczną kolekcją, po czym dodał:

Należę do osób, które robią i nie chwalą się tym, czego nie mają, bo wolałbym uniknąć sytuacji, w której nie dość, że zawiodę innych, to zawiodę jeszcze i siebie.

A więc nie mówmy nic więcej – poczekajmy na nową kolekcję.

Traffic Design: O tym, jak odmienić swoje miasto, nie będąc architektem

Przeczytaj nasze inne wywiady:

Małgorzata Popinigis – o fotografii modowej

Marek Turkowski – korpografik między pracą a mopsami

Patrycja Podkościelny – o tym, jak nie da się zarabiać na komputerach

You may also like...