Traffic Design: O tym, jak odmienić swoje miasto, nie będąc architektem

W Gdyni zobaczycie ich wszędzie. Patrząc pod nogi, patrząc przed siebie i zadzierając głowę do góry. Na 10 lutego zrobili kratki odpływowe, na Abrahama bramę, na Lelewela odnowili blok.

Mieszkam w Gdyni, na Redłowie. Każdego poranka, o szóstej nad ranem, gdy wlekąc się na poranną zmianę i z trudem próbowałam się dobudzić, napisy wyświetlane na peronie SKM-ki były wstanie unieść umęczone kąciki ust. Quo Vadis? – tablica informująca o kierunku podróży pytała się mnie przekornie.

Wieczorem, na tej samej dzielnicy, neonowa ryba, umieszczona na szczycicie bloku, puszczała bąbelki raz w prawo, raz w lewo, rozczulając mnie za każdym razem. Nie pamiętam już, ile razy wskazywałam ten neon osobie obok mnie i mówiłam: Nie uważasz, że to jest urocze?

 

Te małe szczegóły miejskiego krajobrazu, zespolone z naturalnym poszyciem miasta, są specjalnością Traffic Designu – organizacji pozarządowej, zrzeszającej fascynujących ludzi o różnym zapleczu i działającej na rzecz przestrzeni publicznej, aby, jak mówili w innych wywiadach, poskromić szerzącą się w Polsce „pastelozę”.


O ludziach wożących drabiny w pociągu

Traffic Design zaczął się 8 lat temu, jako festiwal z pogranicza graffiti i street artu. Aktualnie bieżącymi sprawami organizacji, a także prowadzeniem warsztatów i komunikacji, zajmuje się 7 osób. Na co dzień ukrywają się w tuBazie zakorzenionej głęboko w budynkach dawnej stadniny na Kolibkach w Gdyni Orłowie, gdzie wraz z innymi jednostkami prowadzą warsztaty i przygotowują festiwal.

Monika, jedna z współzałożycieli, podjechała pod tuBazę samochodem na minuty i radośnie nas przywitała, otwierając drzwi do budynku, który niegdyś służył do hipoterapii, a w którym dzisiaj Traffic knuje plany na kulturalne biennale.

Zakładałam Traffic z Jackiem w 2011. Jacek złożył wniosek o grant, którego nie dostał, ale był tak podekscytowany myślą o zorganizowaniu festiwalu streetartowego, że sami zaczęliśmy szukać sponsora – Monika zaczęła mówić, kołysząc się na obrotowym krześle – W tamtych czasach absolutnie wszystko musieliśmy robić sami. Czy to wozić drabinę SKM-ką, czy załatwiać pozwolenia na ściany, czy rozmawiać ze sponsorami , znajdować lokalizacje, dobierać artystów, załatwiać zgody formalne. Natomiast potem zaczęliśmy się bardziej profesjonalizować.

 


Ewolucja festiwalu

Zaczynaliśmy od street artu, od bardziej kolorowych rzeczy. Następnie robiliśmy rzeczy, które bardziej korespondują z architekturą. Nasza kolorystyka zaczęła być bardziej stonowana i szara. Mieliśmy też edycję bardziej skupioną na typografii. W ramach festiwalu zaczęliśmy też robić rzeźby, potem pojawiły się bramy. Już powoli odchodzimy od bycia kojarzonymi z muralami. De facto, ostatni mural zrobiliśmy 2 lata temu. Teraz idziemy bardziej w metaloplastykę. Każdy kolejny projekt rodzi nowy know-how i zainteresowanie nowym obszarem. Dzięki temu, że projektowaliśmy szyldy, nauczyliśmy się pracować z metalem, dlatego łatwiej było nam później projektować bramy czy studzienki odpływowe.

 


Mieszanka wybuchowa

Monika skończyła socjologię na Uniwersytecie Gdańskim, później studiowała w Londynie. Michał, który dołączył do naszej rozmowy chwilę później, również studiował socjologię za granicą. Wśród założycieli organizacji jedynie Jacek, kurator projektu, jest po gdańskiej ASP.

A to ciekawe ­– zaczęłam – mimo, że część z was nie miała wykształcenia artystycznego, jesteście w stanie wykonać kawał dobrej wizualnie roboty i, jakby nie patrzeć, pracujecie w branży kreatywnej.

Mam wrażenie, że branża kreatywna jest zawężana do grafiki – powiedziała Monika – oraz do takich dyscyplin, które łatwiej jest nazwać, bo też często bardziej rzucają się w oczy. Socjologia wydaje mi się jest świetną podkładką do tej branży. Człowiek zawsze jest odbiorcą wszystkiego, co robi grafik, projektant czy architekt.

To podejście socjologiczne niewątpliwie widać w projektach przygotowywanych przez Traffic Design, które urozmaicają krajobraz miasta, a także nie raz zmuszają przechodniów do myślenia.

I socjologia faktycznie wydaje się integralną częścią projektu. Monika i Michał opowiadali nam o różnych incydentach, wokół swoich projektów – od inicjatywy podjętej przez mieszkańców bloku, na którym zrobili mural, polegającej na odgrodzeniu przestrzeni w taki sposób, aby parkujące samochody nie zasłaniały nowej ściany; po bunt niektórych członków wspólnoty, którzy, w obawie przed przyciąganiem smakoszy wyrobów alkoholowych, nie chcieli, aby skwerek przed ich blokiem został odnowiony. Nasza praca ma często charakter edukacyjny – zauważyli.

 


Nie wszystko kreatywne, co z ASP

Monika dodała po chwili:

Wydaje mi się, że istnieje cała masa zawodów, związanych z szeroko pojętą branżą kreatywną, które niekoniecznie mają nazwy. A może dopiero się kształtują. Jeżeli masz jakąś zajawkę i łączysz parę zainteresowań, to możesz sobie stworzyć zawód, który jest bardzo interdyscyplinarny. Jednocześnie Twoja unikalna wiedza pozwali Ci na zostanie specjalistą w bardzo konkretnej dziedzinie.

Czasami jest tak, że wiesz, co chcesz robić, albo uczysz się tego przy okazji i nagle okazuje się, że Twoja zbitka umiejętności i wiedzy jest bardzo unikalna i przydatna.

 

U nas jest bardzo dobrze działający podział ról, który precyzujemy cały czas – dodał Michał. – Monika ma spojrzenie bardzo ludzkie, ja mam spojrzenie raczej praktyczne i kapitalistyczne, Jacek jest naszym kuratorem, więc on trzyma spawy artystyczno-projektowe. Ale, mimo że Jacek jest kuratorem, to my wszyscy i tak konsultujemy się w sprawach artystycznych, mamy prawo głosu. Dzięki temu jest może pełniej. Staramy się, żeby nie tylko było ładnie, ale i lepiej dla ludzi, z sensem.

Tak – zgodziła się Monika. – I tę współpracę widać na przykładzie stacji SKM w Redłowie. Nie chodziło tylko o to, żeby ją pomalować, ale musieliśmy również zrobić szyldy, przygotować tablice interaktywne oraz ich aktualizację.

Ponadto, współpracujemy z wieloma artystami – dodała. – Jacek zajmuje się dobieraniem artysty do konkretnego projektu.

 


Traffic Design i REDESIGN

Szyldy wprowadzili do swojego repertuaru dopiero w ramach projektu REDESIGN zrealizowanego w 2014 roku. Pierwszy był szyld na YMCE, drugi to była lodziarnia Kwaśniak, później to były szyldy dla rzemieślników na Starowiejskiej i na Abrahama. Ostatnią edycję zrobili w Warszawie – 11 szyldów na Pradze Północ.

Zastanawialiśmy się, kto byłby największym beneficjentem takiego projektu. Pomyśleliśmy też, że o wiele lepiej zasponsorować szyldy rzemieślnikom, kaletnikowi, czy szewcowi, niż dużym, dobrze kręcącym się biznesom. Ci rzemieślnicy nie dość, że mają świetny fach w ręku, to jeszcze są ginącymi zawodami, plus niekoniecznie mają środki na to, aby takie szyldy zmienić.

 


Karoca z dyni

I faktycznie. Pamiętam, jak stałam na Starowiejskiej zastanawiając się, jaka dobra wróżka zaczęła przemieniać wystawy sklepików i czy zamienią się z powrotem w dynię i myszy, gdy wybije dwunasta.

Stary sklepik z maszynami do szycia do tej pory wyglądał, jak wnętrze metalowego pudełka po ciastkach. Takiego, w którym każda babcia trzyma nitki, guziki i bibeloty. Peerelowskie ściany w kolorze spranego kanarka oraz ogólny bałagan zastąpiła biel i porządek. Maszyny zostały dumnie wyeksponowane w szklanych gablotkach, gdzie każda z nich miała przestrzeń do oddechu. Natomiast koło wejścia zawisł kunsztownie wykonany metalowy szyld, który w swojej estetyce nadal przywoływał na myśl czasy świetności domowego krawiectwa. Tym razem jednak sam siebie nie zagłuszał.

Właściciel tego lokalu przyznał się nam, że odkąd wziął udział w naszym projekcie, chciałby, żeby wszyscy mieli tak ładnie, jak jest u niego teraz, mimo że dotychczas nigdy nie widział takiej potrzeby – dodała Monika ze śmiechem.

 

Takie akcje są kosztowne, dlatego wielu małych przedsiębiorców nie stać na dobrze zaprojektowane i wykonane szyldy. Traffic Design jako non-profit może wykonać taki projekt dla rzemieślników za darmo. Finansowanie tych projektów jest zarówno partnerskie, grantowe i biznesowe.

Ich projekty wspierają również podmioty komercyjne, jak było w przypadku szyldów dla rzemieślników na Starowiejskiej i Abrahama, gdzie sponsorem był Bank BPH. Praskie szyldy były fundowane z budżetu miasta Warszawy.

 

Akcja wymiany szyldów nadal trwa i nie tylko rzemieślnicy są zainteresowani odświeżeniem swoich witryn, ale i duże korporacje są zainteresowane wspieraniem inicjatywy. Aktualnie Traffic Design planuje odmienić oblicze małych biznesów również z innych polskich miast i miasteczek.

Ta edycja będzie zależała od tego, którzy przedsiębiorcy się zgłoszą do konkursu. Równie dobrze może to być Radom, Kościerzyna czy Wejherowo.


Patrzcie pod nogi

Kiedy zaczynali, nikt jeszcze nie robił takich rzeczy. Koncepcja zmieniła się im już kilkukrotnie. Cały czas chcą coś zmieniać. Pracując nad projektem, obserwują, jak on ewoluuje. Niestety kiedyś w końcu musimy sobie powiedzieć stop. Ulepszać można w nieskończoność. Często rzeczy, które nam się zrodziły w trakcie pracy wykorzystujemy w przyszłości, przy okazji realizacji drugiej edycji, albo przy realizacji innego projektu, ale już z wiedzą pozyskaną dzięki wcześniejszemu doświadczeniu.

Przez lata budowali zaufanie i systematycznie, dobrą pracą przekonali do swojej wizji coraz więcej podmiotów. Są dobrym duszkiem, zmieniającym poszycie miasta, gdy nikt tego nie widzi, aby zamyślony spacerowicz, spojrzawszy pod nogi, mógł się zachwycić nieoczywistym urokiem rynienki odpływowej.

 


Kresl uwielbia rozmawiać z fascynującymi i kreatywnymi ludźmi. Przeczytaj inne nasze wywiady:

 

Architekt na 4 kontynentach – Motiv Paweł Podwojewski

Ladacznica w pracy – Wywiad z Weroniką Rafą

Marek Turkowski – korpografik między pracą a mopsami

 

Małgorzata Popinigis – uzależniona od patrzenia

You may also like...