Marek Turkowski – korpografik między pracą a mopsami

Marek Turkowski do niczego się nie zmusza.

A jednak, koledzy z pracy są zdziwieni, bo Turkowski w domu robi swoje własne grafiki, dla swojej własnej przyjemności. Projektuje pugbagi, ilustruje przysłowia, rysuje plakaty dla swoich ulubionych muzyków, pracuje jako projektant dla jednej z marek odzieżowych. Uważa, że ludzie aspirujący do kariery w branży kreatywnej, powinni pracować już w trakcie studiów.

 

Z uczelni wynosisz może 15% tego, co powinieneś wiedzieć. Reszty uczysz się, pracując – mówi, po chwili podkreślając – Ale oczywiście też nic na siłę. Nie mam do siebie pretensji, jeśli wolę danego dnia pójść na basen zamiast rysować rzeczy do portfolio.

 

Na wywiad Marek przyszedł wesoły, ucałował mnie w oba policzki i wręczył swoje plakaty. Pierwszy był ilustracją przysłowia o tych sześciu kucharkach, co nie mogły się dogadać. Turkowski stworzył całą serię plakatów opartą na polskich przysłowiach.

Drugi plakat przedstawiał mopsa walczącego z armią złowrogich kotów ninja. Przeglądając prace Marka, ciężko nie zauważyć, że mopsy są w pewnym sensie powracającym motywem. Umieszcza je gdzie się da: na plakatach, na torbach, na kubkach, naklejkach i pinach.

Utożsamiasz się z mopsami? ­­– zapytałam. Tak – odparł bez wahania, uśmiechając się szeroko. Mają tak pocieszne mordki. Jak można ich nie lubić?

 

Przyjemności i frustracje związane z pracą dla dużej marki

Marek ma dosyć unikalny punkt widzenia na branżę kreatywną. Jedną nogą stoi w prywatnych projektach, drugą natomiast twardo stąpa w korporacyjnym świecie, projektując koszulki dla jednej z marek odzieżowych. Na pytanie, jak pracuje się grafikowi w korpo, odparł przekornie – Wiesz, pierwsza, druga kawa… – zaśmiał się. – Kurczę, ja nie wiem, czy mogę o tym mówić. Co, jak mój pracodawca to przeczyta

Po kawie, jak w każdej korporacji, przychodzi czas na spotkania, maile, rozmowy z kolegami, trochę dziubania, ale i inne przyjemności. Dzisiaj właśnie lecę do Monachium na targi – pochwalił się.

Osoba pracująca dla dużej marki odzieżowej musi mieć rozpięty wachlarz stylistyczny, nie przywiązywać się zbytnio do swoich prac i dobrze przyjmować krytykę, nawet jeśli jego wielogodzinna praca jest w ostatecznym etapie odrzucona, ponieważ nie ma potencjału sprzedażowego.

Cały team musi działać, jak dobrze naoliwiona maszyna.

 

Rzadko zresztą w takiej pracy jest czas, aby pozwolić sobie na szalony artyzm i projektowanie wszystkiego od początku. Jeśli chcesz projektować dla dużych marek, powineneś liczyć się z tym, że będziesz musiał iść rzeczywistości biznesowej na ustępstwa i nie wszystkie pomysły, choć dobre, firma będzie mogła wprowadzić w życie.

Czasami mamy technologiczne ograniczenia – powiedział. Jeżeli inna firma ma jakieś rozwiązania metkowe lub stosują ciekawe gumki, mają już swoich dostawców i robią to od lat. Dzięki temu są w stanie zrobić to o wiele taniej. Oni sprzedaliby taką kurtkę za 400 złotych, a u nas ona kosztowałaby 700. 

O zwątpieniu

Miałem taki okres w życiu, żeby to wszystko rzucić, bo nie mogłem znaleźć pracy – przyznał. Zastanawiałem się wtedy, po co była mi ta cała grafika? Myślałem sobie, Marek, idź na handlowca, miej stałą pracę. Dużą rolę tutaj odegrali moi rodzice. Nie poddałem się i jestem zadowolony z tego, gdzie jestem.

 

 

 O początkach

Zawsze fascynowały go rysunki. Szczególnie w pamięci zapadła mu książka do angielskiego z ilustracjami Disneya. Pewnego dnia, mając zaledwie kilka lat, postanowił przekalkować rysunek konia z tej książki. Gdy pobiegł pochwalić się tacie swoim osiągnięciem. Problem w tym, że przypisał sobie trochę więcej zasługi, niż mu przysługiwała.

„Ty to narysowałeś?” – spytał się mnie tata. Już wtedy rosły mi różki, więc odpowiedziałem, tak, tak. Tata nie do końca mi uwierzył i przyszedł do mnie z kartką papieru, mówiąc żebym rysował przy nim, skoro jestem taki sprytny. Oczywiście ten drugi koń, w ogóle konia nie przypominał ­– podsumował uśmiechając się wieloznacznie.

Ale mały Marek się zawziął. Przerysował tego nieszczęsnego konia po raz drugi, trzeci, dziesiąty. Rysował tak długo, aż w końcu mu wyszło. I tata był zadowolony – dodał.

W ogóle był zawziętym dzieciakiem. Zmuszał nawet kolegów z klasy, żeby uczyli go rysować.

W trakcie podstawówki przyjechał do nas z Bydgoszczy Robert Proch, który rysował od nas nieporównywalnie lepiej. Zapraszałem go do siebie. Kazałem mu wręcz rysować pewne rzeczy, bo byłem ciekawy, jak on to robi. On mnie wtedy nauczył cieniowania i przestrzeni. Rysował mi różne bryły, a ja miałem w odpowiednim świetle pokazać, gdzie padałby cień.

W gimnazjum jego przekorna natura znowu dała o sobie znać. Pani od plastyki powiedziała mi wprost „Turkowski, ty, to tymi swoimi bazgrołami nic nie osiągniesz”. Pomyślałem sobie wtedy, no dobrze, dobrze… Zobaczymy.

 

O pracy na studiach

Marek przede wszystkim chciał pracować. Dlatego wybrał studia zaoczne, dzięki czemu mógł w tym samym czasie rozwijać się zawodowo.

Nie robiłem studiów dla papieru. Prowadząc rozmowę kwalifikacyjną, nigdy nie patrzyłbym na uczelnie, jakie dana osoba ukończyła, ale patrzyłbym tylko na portfolio. Po portfolio można zobaczyć czy ktoś robił coś więcej, czy tylko przesiedział bezczynnie ostatnie 10 lat.

 

Jak znaleźć pracę w branży kreatywnej? – Marek Turkowski style


Krok pierwszy.

Przygotuj portfolio. Unikaj zamieszczania  w nim prac przygotowanych na studia. Bierz udział w konkursach przygotowanych przez wielkie marki takie jak Addidas czy Nike’i. Nawet jeśli nic nie wygrasz i tak warto mieć je w portfolio.


Krok drugi.

Przygotuj graficznie własne CV. Bądź oryginalny, może lekko zabawny i na pewno bardzo poprawny i dokładny w składzie tekstu.


Krok trzeci.

Na rozmowie kwalifikacyjnej przygotuj się na pytania takie jak:

– Czy przywiązujesz się do swoich prac?

– Jak przyjmujesz krytykę?


Krok czwarty.

Uważaj na firmy, które wyłudzają od młodych projektantów pracę za darmo.

Chodzi o taką przysłowiową pracę domową – wyjaśnił Marek. „My wyślemy Ci inspirację i temat, ty wyślesz nam projekt. Na tej podstawie zdecydujemy, czy Cię zatrudnimy, czy nie.” Czasami miałem taką sytuacje, że to, co zrobiłem w trakcie procesu rekrutacyjnego było wykorzystane w sposób komercyjny jeden do jednego. Pracy oczywiście w tej sytuacji nie dostawałem.


Gdzie można znaleźć więcej Marka?

Szukajcie więcej Marka na jego fanpage’u facebookowym, który nazywa się Tyryryry (nie Turururu, ani Tererere – przyp. M.T.), a także na Behance.

 

Przeczytaj też inne nasze wywiady:

Patryk Hardziej – entuzjasta błędów

a także:

wywiad z  ilustratorką Patrycją Podkościelny

wywiad z architektem Pawłem Podwojewskim

wywiad z Pawłem Podwojewskim.wywiad z Pawłem Podwojewskim.wywiad z Pawłem Podwojewskim.SaveSave

SaveSave

Wywiad z grafikiem Weroniką Rafą

You may also like...