Ile kosztuje studiowanie na ASP?

Ile kosztuje studiowanie na ASP, co trzeba kupować?

Zaczynając studia, myślałam, że mam mniej-więcej pogląd na to, jak mogą wyglądać. Włącznie z tym, że (mimo tego, że są państwowe i nie muszę płacić czesnego) nie będą najtańsze. Wiedziałam, że będę musiała robić pełno wydruków i ciągle biegać do drukarni, żeby coś awaryjnie zeskanować lub skserować. Brałam też pod uwagę przybory – ołówki, kartki, farby czy cienkopisy. Czyli ile kosztuje studiowanie na ASP?

Sztaluga – która jest najlepsza?

I mimo tego, że niby wiedziałam, czego się spodziewać, i tak pojawiły się rzeczy, które mnie zaskoczyły.

Zacznę może od rzeczy, które wydawały mi się najbardziej oczywiste. Rysunek i malarstwo. Mimo tego, że w planie mam tylko kilka godzin w tygodniu, brałam pod uwagę, że co jakiś czas będę musiała skakać do sklepu plastycznego, żeby na szybko się zaopatrzyć. Oczywiście nie oczekiwałam, że w pracowni będą ołówki czy papiery. Dopiero, gdy co tydzień musiałam kupować pojedyncze kartki papieru (wielkoformatowe), uświadomiłam sobie, że te niby “kilka złotych” składa się w coraz większą sumę. I kiedy już zdecydowałam się, żeby zaraz pójść do hurtowni (bo portfel zaczynał płakać z głodu) i po prostu kupić przeogromną ryzę, akurat na szczęście dostaliśmy papier pracowniany. Czyli wielką rolkę papieru, którą tniesz sobie “jak lubisz”.

Czy potrzebne są podręczniki, zeszyty?

A historia sztuki i angielski nie wymagały ode mnie żadnych wydatków. No, prócz kilku złotych na jakiś-tam zeszyt. Na rzeźbie (którą mamy przez zaledwie semestr) też raczej nie musimy się mocno wykosztować. No, chyba że wymyślimy sobie pracę z czegoś mniej standardowego niż glina (jak np. stalowy drut). W takim wypadku materiały załatwiamy na swój koszt,

Grafika wasztatowa i koszty

Natomiast grafika warsztatowa to już całkowicie inna sprawa. Od początku wiedzieliśmy, że będziemy się składać po przysłowiową stówę, żeby pracownie były w miarę dobrze zaopatrzone we wszystkie możliwe chemikalia czy farby. Oczywiście była to po prostu lekka zapomoga do tego, ile sama uczelnia daje na pracownie grafiki. Prócz tego trzeba kupić własne narzędzia (oczywiście nie wszystkie) – igłę do akwaforty, stalówki czy pędzle na litografię, dłutka do linorytu, itp. itd. A wiadomo, że nie są to najtańsze rzeczy na świecie – wręcz przeciwnie. Za każdym razem, gdy wchodziłam (znowu) do sklepu plastycznego, czułam satysfakcję sprzedawców, bo mogą zbić na mnie niezłą fortunę.

Szkicownik, jaki kupić?

Potem, gdy już odbitki/matryce są gotowe, dochodzi kwestia papierów. Tak jak do litografii papier nie musi być jakoś super konkretny (gruby brystol wystarczy), to tak do akwaforty, cóż… Każde z nas, gdy zobaczyło cenę pojedynczej kartki (a musimy mieć ich dużo), dostawało małego zawału. A potem każdy po cichu kalkulował, ile papieru kupi, jeśli sprzeda nerkę.

Pocieszające jest to, że po skończeniu odbitek “odpadki”, których nie zabrali wykładowcy (do archiwum, na wystawę itp.), można sprzedać i chociaż trochę wyrównać “straty”. Oczywiście odbitek robi się tyle, ile się uważa za słuszne (pod warunkiem, że przynajmniej kilka będzie wystarczająco dobrych na zaliczenie) – jeśli więc zrobi się ich naprawdę dużo, to rzeczywiście będzie co sprzedawać. Albo rozdawać rodzicom czy dziadkom na święta – przynajmniej zaoszczędzisz na prezentach.

W kwestii projektowania graficznego i liternictwa/typografii wchodzi kwestia wydruków i oprogramowania. Mimo tego, że zeskanowanie czy skserowanie kosztuje dosłownie grosze, to te grosze potem zbierają się w coraz większe sumy. Potem dochodzą druki na zaliczenia – wiadomo, że muszą być one w znacznie lepszej jakości niż zwykła kartka ksero z domowej drukarki. A wraz z jakością wzrasta cena.

A oprogramowanie… Cóż, na zajęciach korzystamy praktycznie wyłącznie z pakietu Adobe. Oczywiście zdarzają się osoby, które głównie pracują na np. Procreate lub Paint Tool Sai, ale nie jest to zbyt mile widziane przez prowadzących. Praktycznie od razu, gdy widzą projekt w innym programie, sugerują przejście na Photoshopa, Ilustratora, InDesigna itp. itd. No a wiadomo, nie są to małe pieniądze dla biednych, głodujących studentów.

Część z nas próbuje kombinować – czasem niezbyt legalnie. Prowadzący zazwyczaj biorą pod uwagę, że rzeczywiście niektórych nie stać i od razu mówią, że wolą źródła legalne, ale… No, na wszelki wypadek nie będą dociekać, skąd wszystko mamy.

Czy trzeba mieć dobry komputer na ASP?

Mamy też przedmiot, który nosi dumną nazwę “Warsztat komputerowy i techniki cyfrowe”. I wbrew pozorom, na samych zajęciach nie potrzebujemy własnego komputera/laptopa, bo możemy pracować na uczelnianej pracowni komputerowej. Każdy z tych komputerów ma pełne oprogramowanie i wszystko, czego nam trzeba. Jednak większość projektów musimy zrobić sami w domu – więc we własnego laptopa i pakiet Adobe dalej trzeba zainwestować.

A jak już jesteśmy przy temacie laptopa, to bez niego na grafice ani rusz. Prawie na każdym przedmiocie pojawia się chociażby na chwilę coś, co koniecznie musimy wykonać w komputerze. A nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy ktoś codziennie pożycza od znajomych laptopa, bo nie ma własnego.

Koniec końców studia te całkiem szybko zżerają wypłaty i kieszonkowe, więc trzeba się na to przygotować. Zawsze można spróbować powalczyć o stypendium lub kredyt studencki – nie są to bajońskie sumy, ale w niektórych momentach każdy grosz się liczy. Zwłaszcza kiedy musisz wybierać między zakupem papieru do akwaforty a chlebem.

Nasz kanał na Youtube – zobacz o czym tam rozmawiamy 🙂