Rozmowa kwalifikacyjna na ASP - jak wygląda.

Rozmowa kwalifikacyjna na ASP – jak to wygląda?

Rozmowa kwalifikacyjna na ASP to często nieodłączny etap egzaminów. Jednocześnie jest jednym z najbardziej stresujących momentów, bo trzeba rzeczywiście zaprezentować siebie nie tylko w jak najlepszym świetle, ale również odpowiedzieć na pytania komisji i sprawić, że nas zapamiętają.

Przegląd teczek ASP
Konsultacje teczki na ASP w pracowni rysunku i malarstwa.

Z niewiadomych powodów większość osób, jak słyszy o rozmowie kwalifikacyjnej oraz prezentacji teczki od razu myśli, ze to wielkie przedstawienie w powerpoincie, a komisja zadaje pytania stricte techniczne z historii sztuki. Oczywiście, niektóre kierunki na uczelniach artystycznych zapewne wymagają wiedzy ze sztuki, ale z tego, co mi wiadomo, to jest to mniejszość. W większości uczelni stawia się przede wszystkim na przedstawienie samego siebie, zwykłą rozmowę o tym, co cię interesuje i przekonanie komisji, dlaczego to tobie powinni dać to miejsce. Profesorowie po prostu chcą się dowiedzieć, z kim mają do czynienia i czy nadajesz się na dany kierunek.

Jako że zdawałam na ASP dwukrotnie, rozmowę także przeżyłam dwa razy. I przyznaję, że za pierwszym razem absolutnie nie miałam pojęcia, jak to może wyglądać. Oczywiście, rozmawiałam ze znajomymi, o co mogą pytać, ale nie równa się to z rzeczywistym wyobrażeniem, jak przebiega taka rozmowa i prezentacja teczki.

Pisałam już nieraz na Kresl o swoich egzaminach, ale powtórzę to ponownie – na pierwszym podejściu byłam na niezbyt dobrym poziomie. Przełożyło się to również na to, że moja teczka i “linia obrony” przed komisją była niedopracowana. Tym bardziej, że od razu widać, kiedy ktoś jest bardzo niepewny i nie do końca wie, co robi.

Przegląd teczek ASP

Rozmowa kwalifikacyjna na ASP – podejście pierwsze

Pierwszą rozmowę pamiętam jak przez mgłę, bo był to największy stres w moim życiu. Wpierw wywoływano z listy po ok 7-10 osób, które rozkładały swoje teczki w wyznaczonych miejsca, a potem po kolei każdą z tych osób zapraszano na rozmowę w pojedynkę. Czekało się ogółem bardzo długo, gdyż nie podawano przedziałów czasowych dla konkretnych osób.

Gdy w końcu nadszedł czas na mnie, weszłam do sali. W komisji było około 10 osób, które czekały już na mnie przy moich rozłożonych pracach. Ogółem była to rzeczywiście miła rozmowa, chociaż niezbyt udana. Kiedy, tak jak ja, ma się nazwisko na jedną z ostatnich liter alfabetu, a lista idzie alfabetycznie, rozmowę ma się jako jedna z ostatnich osób. Oznaczało to, ze komisja jest już zmęczona i ciężko im wymyślić kolejne oryginalne pytania dla nas.

Więc kiedy stanęłam przed nimi, powiedzieli jedynie “niech nam pani coś o sobie opowie”. Nie do końca byłam gotowa na to pytanie, a stres nie pomógł. Zamiast mówić o tym, co mnie pasjonuje i dlaczego chciałabym iść akurat na grafikę, opowiadałam skąd jestem i jakie liceum kończyłam. Potem pytano mnie ile czasu się przygotowywałam, do jakiej pracowni uczęszczałam. Usłyszałam, że dobrze mi idzie i nie powinnam się poddawać.

Oznaczało to mniej więcej tyle, że w tym roku mnie nie przyjmą. Ale powinnam dalej próbować.

Potem czekało mnie jedynie ogłoszenie wyników i konkretnych punktacji.

Rozmowa kwalifikacyjna na ASP – podejście drugie

Rozmowa i prezentacja teczki wyglądały rok później trochę inaczej. Sama forma się nie zmieniła. Dalej wchodzono grupami, rozkładano prace, a potem wchodziło się pojedynczo. Jednak różniło się to tym, że tym razem rozmawiałam z innymi zdającymi, więc nasłuchałam się, jak wyglądały ich rozmowy.

Jedna dziewczyna była tak zestresowana, że nieświadomie odpyskowała członkowi komisji, co niezbyt mu się spodobało. Ale i tak dostała praktycznie maksimum punktów – na pewno zapadła im w pamięć. Ale tego podejścia nie polecam, bo jest zdecydowanie zbyt ryzykowne.

Jak wygląda sama rozmowa?

Prawie u wszystkich przewijała się forma: najpierw pytanie o prace własne z teczki, o samą osobę. A jak już ktoś się trochę rozluźnił, to potem ewentualnie pytanie o prace egzaminacyjne (które też się wystawia przy teczce).

Ogółem większość miała pozytywne odczucia po rozmowie. Komisja była sympatyczna. Jedynie kilka osób wychodziło z niezadowoleniem na twarzy, bo nie mogli się dogadać z profesorami lub nie umieli na coś odpowiedzieć. Albo zwyczajnie im się nie spodobali.

Kiedy sama wchodziłam na salę, już nasłuchałam się wielu historii innych o ich rozmowach. O tym, jak kogoś pytali własne pasje, kogoś o liceum albo o to, dlaczego nie chce iść na jakiś inny kierunek, bo tam pasuje. Więc sama nie wiedziałam, co dostanę.

Byłam dosyć pozytywnie nastawiona i zdecydowanie przygotowana do obrony swoich prac, co było chyba zauważalne. Komisja wpierw poprosiła, żebym powiedziała, co mnie interesuje. Wspomniałam o grafice artystycznej i konkretnych technikach, których chciałabym spróbować. Z tego płynnie przeszliśmy na moje prace malarskie – były to głównie ptaki, owady, szkielety zwierząt. Opowiadałam, dlaczego mnie interesują oraz skąd biorę inspirację. Z tego płynnie przeszliśmy do pytań o moje projekty egzaminacyjne.

Komisja była w dobrym humorze. Ba, profesorowie nawet zaczęli żartować i mnie podpuszczać, czy gołębie mogą jeść sernik (bez kontekstu brzmi gorzej niż w rzeczywistości). Cała rozmowa trwała nie więcej niż 10 minut. Była konkretna, sympatyczna, szybko się rozluźniłam.

Po tym zostało jedynie czekać na wyniki.

Podsumowanie

Kiedy porównywałam opisy rozmów konkretnych osób, a potem ich punktację po fakcie, nie zawsze to do siebie pasowało. Niektórzy, którzy mówili, że ich rozmowa kwalifikacyjna poszła okropnie, dostawali maks punktów. A inni, ci pozytywnie nastawieni po teczce, nawet nie łapali się w minimum. Udowadnia to tylko, że sama rozmowa jedynie połowicznie decyduje o naszym wyniku – resztę załatwia teczka.

Komisja pyta raczej o rzeczy przyjemne, mało techniczne, chociaż z tego co mi wiadomo, to jest to zależne od uczelni i ich tradycji/wymagań. Warto wcześniej popytać studentów danego kierunku, jakie pytania sami dostali.

Osobiście przeżywałam rozmowę jako największy stres w moim życiu. Koniec końców jest to dla mnie bardzo pozytywne wspomnienie. Trzeba pamiętać, że w komisji też są ludzie, którzy sami to kiedyś przechodzili. Trzeba spróbować jak najlepiej się przygotować na każde możliwe pytanie, ale jednocześnie postawić na bycie sobą.