Jak zarabiać na rysunku

Jak zarobić na rysowaniu?

Zarabianie na rysowaniu – dla moich rodziców to oksymoron, a dla mnie już całkiem inna sprawa niż 6-8 lat temu. Temat trochę click baitowy, ale nie sądzę, że na siłę. Chciałbym opisać, jak zaczynałem. Wydaje mi się, że trzeba dalej dementować opinię starszego pokolenia, że po ASP to jedynie portrety na Monciaku w Sopocie można rysować… za 4 dyszki.

Jak zarobić na rysowaniu?

Jeśli chciałbyś zrobić karierę rysując jedynie ołówkiem, to faktycznie może być ciężko.  Jeżeli zaś wykorzystasz rysunek jako podstawę, która umożliwi Ci realizowanie innych projektów – to mogą z tego wyjść magiczne rzeczy.

Branża kreatywna niesamowicie rozwinęła się od 2008 roku, kiedy zaczynałem rysować. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że w Polsce dojrzał rynek filmów i gier. Kiedyś rzeczywiście nie było tyle możliwości zarabiania z rysowania, ale za to teraz projektów jest coraz więcej! Wszystko zależy od podejścia i od tego, czy chcemy się rozwijać, więc do rzeczy…


Chronologicznie na moim przykładzie:
  1. Jak pozyskać pierwsze zlecenie?
  2. Jak dzięki rysunkowi uzyskać kolejne zlecenia?
  3. Szukanie zleceń z rysunku – gdzie, czy warto i kiedy się opłaca
  4. Jak, dzięki szkole rysunku, mój biznes kreatywny się rozwinął?
  5. Jak wyglądało moje pierwsze „dziwne” zlecenie”?
  6. Jakie rysunki się sprzedają i czemu nie jest to hiperrealizm?
  7. Jakich zleceń się wystrzegać
  8. Czy trzeba pójść na studia – ASP lub architekturę – żeby zarabiać na rysowaniu?
  9. Jak poradzić sobie, gdy zaczynasz mieć więcej zleceń niż jesteś w stanie obrobić?

1. Pierwsze pieniądze z rysunku

Moje pierwsze pieniądze z „rysunku” zarobiłem tak na prawdę z projektowania graficznego. Nie licząc oczywiście paru portretów narysowanych dla znajomych z liceum.

W liceum wszystko, co mój tablet czy ołówek wypluł wstawiałem na 30-40 stron lub forów. Publikowałem wszystko to, co moim zdaniem nadawało się do publikacji, często jednak kasowałem starsze rzeczy, które biły paździerzem po oczach lub miały za słabe oceny. Teraz nazwałbym to pozycjonowaniem siebie i budowaniem marki.

Przy każdej pracy na DigArcie chciałem mieć 100% satysfakcji  i ani jednej poniżej tego poziomu 😀 (dla tych, co pamiętają DigArt – Rip [*], dla tych zaś, którzy nie zetknęli się z DigArtem, wyjaśnię, że każdy użytkownik mógł oceniać procent satysfakcji z opublikowanej przez innego użytkownika pracy, odpowiednio mogło to być 0, 25, 50, 100% satysfakcji z pracy. Najlepsze prace miały po 100% satysfakcji innych użytkowników i mogły dostać DigArt Dnia!)

Prawie każdy mój znajomy i rodzina wiedziała, co robię. Dzięki temu właśnie w wakacje 2008 roku napisał do mnie kuzyn i poprosił mnie o zaprojektowanie jego strony www. Jeśli maluję w Photoshopie, to umiem chyba zaprojektować stronę www, co nie? No nie, nie umiałem, ale wziąłem tę robotę.

250 pln za klepnięty szablon strony internetowej. Nie będę się rozpisywał, że obecnie uważam, iż nie było to do końca poprawne z moralnego punktu widzenia, ale wtedy (dla 17-latka w 2008 roku) było wszystkim. Takich zleceń miałem do końca wakacji 8 i dzięki nim kupiłem sobie nowego Wacoma Intuosa L.

Jak już ktoś zamawiał rysunki, to robiłem za darmo, bo poziom nie był jakiś chwalebny, a o pieniądzach na utrzymanie za bardzo nie myślałem. Wiadomo, liceum.

Czemu w takim razie o tym piszę? Dzięki tym pierwszym zleceniom kupiłem lepszy tablet, co dodatkowo zmotywowało mnie do roboty. Dzięki zleceniom ze stron  internetowych, parę lat później założyłem ze znajomymi studio projektowe, które działało przez 7 lat. A to wszystko dzięki rysunkowi i dzięki temu, że ludzie wkładają do jednego worka całą branżę kreatywną.


Moja praca, która wygrała jako projekt na koszulki. Była też publikowana w Komputer Świat.

2. Jak pozyskałem kolejne zlecenia na rysunek/digital?

Znowu nie rysunek, a digital – no tak, bo rysunek to podstawy, które dają możliwość pójścia dalej. Jeżeli będziesz umiał rysować jedynie jeden temat, w jednym stylu, jedną techniką, to rzeczywiście możesz skończyć na Monciaku, rysując portrety. (Z całym szacunkiem do tych osób rysujących na głównym deptaku Sopotu, bo warsztat rzeczywiście mają przekozacki).

Przez kilka lat mojej przygody z rysunkiem realizowałem wiele różnych tematów: portrety, enviro, karty do gier, postaci, maszyny, architekturę. W Internecie było pełno konkursów, a ja zgłaszałem na nie prace już wcześniej namalowane.

I tak w 2009 był portal, który organizował konkursy na projekty koszulek, a użytkownicy głosowali na to, co im się podoba. Prace z największą ilością wygrywały 500 złotych i szły do produkcji.

Wygrałem raz! (Jeden, jedyny raz w swoim życiu coś wygrałem :D)

Ta sama praca została opublikowana w gazecie Komputer Świat, dlatego że wstawiłem ją na ich forum. 

Ci sami ludzie, co organizowali konkurs z koszulkami, napisali do mnie później już prywatnie z prośbą o zaprojektowanie kolejnych dwóch.

Później zamówili też kolejne ilustracje, gdy zakładali nową firmę w 2010 roku.

Tak dobrze nam się współpracowało, że w 2011 roku zmówili ode mnie projekt 3 portali. I to było pierwsze zlecenie dla naszej firmy projektowej, które opiewało na pięciocyfrową kwotę. (Można by powiedzieć „wow”. Ale ostatecznie sporo na tym straciliśmy, więc nie było to już takie „wow”.)

Jednemu z nich robiłem jeszcze potem reportaż ślubny.

Projekt brandu robiony w 2015.

3. Jak szukać zleceń na rysunki/digital?

Poza projektami, o których właśnie wam opowiedziałem, dalej publikowałem swoje rysunki/digital art i szukałem zleceń na projekty graficzne. Muszę przyznać, że na początku dużo ich nie było. Jak udało mi się złapać jedno zlecenie w miesiącu, to odpalałem ręcznie wycinane konfetti, bo nie stać mnie było na prawdziwe 😛 Żartuje oczywiście, ale faktem jest, iż na początku nie było zbyt dużo zleceń. Z perspektywy czasu miło się wspomina, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Więc szukałem na:
  • oferteo – masakra, nie polecam. Niby udało mi się złapać parę zleceń dzięki tej stronie, ale to raczej za 30-70 złotych. Wtedy był tam śmietnik, a teraz pewnie sajgon i graficy z Filipin.
  • drukarnie – dawałem portfolio do drukarni, by zlecali mi mniejsze robótki – też dosłownie wszystko. Pierdoły za 30-100 złotych.
  • OLX/tablica/Sherlok – wtedy jeszcze, kilka zleceń na kopie obrazów malowanych na tablecie i drukowanych na płótnie wpadło. Średnio 150 złotych za robociznę + drugie tyle za wydruk.
  • fora – pełno było takich miejsc, gdzie ludzie szukali ilustratorów czy concept artystów do swoich gier. Polskie i zagraniczne. Graffika.pl – jest forum dla grafików i digital painterów (teraz to już Grafmag, pozdrawiam Olę i Huberta!) Tam wpadło mi zlecenie na karty do gry, 250 złotych za sztukę, a kart było 6. Za pieniądze, które zarobiłem na tym zleceniu kupiłem sztalugi, kubki, kartki i ołówki – zacząłem wtedy prowadzić korki z rysunku. Gdyby nie to, nie byłoby teraz ani Kresl, ani szkoły rysunku.
  • Fb – pisałem prywatnie do ludzi, którzy mogli by chcieć ilustracje czy projekty. Nikt wtedy się nie odezwał. Po 4-5 latach za to tak.

A potem… już nawet nie pamiętam skąd. Z polecenia? Z forum? Nie wiem. Napisali do mnie z agencji reklamowej z Warszawy, abym namalował im storyboardy. Dla Intercity, do reklamówki Pendolino. Wciąż pamiętam zapis w NDA o karze 50.000 PLN.


4. Korki z rysunku

Ze zlecenia z Graffiki kupiłem parę sztalug, kartki, dykty itd. i wydrukowałem ulotki, na których reklamowałem korki z rysunku. Wszyscy mi to odradzali, bo w sumie czemu miałbym uczyć rysunku? I mieli rację. Wtedy to dość słabo szło, nawet bardzo. Jakim prawem mogłem uczyć rysunku, będąc jeszcze studentem architektury? Umiałem rysować, a że byłem młody i sporo rzeczy robiłem z większym entuzjazmem, niż tego sytuacja wymagała – to why not? I gdyby nie to, znów powtórzę, nie byłoby Kresl. Ilość fuck-upów i nerwówek powodowała, że do każdego tematu z rysunku przygotowywałem się na nowo, starając się coś zmieniać, poprawiać. W tamtych czasach regularnie miewałem jedynie 4-5 uczniów. Dopiero 4 lata później ogarnąłem to na poważnie.

Za korki z rysunku, martwej i postaci brałem 30 złotych za 2 godziny.


5. Dziwne zlecenie z rysunku

Może warto w tym miejscu przypomnieć, że obok korków i studiów nadal prowadziłem z kolegami firmę projektową. Byliśmy ekipą dwóch programistów, projektanta graficznego i mnie. Ja odpowiadałem za klientów i zawsze przy rozmowach kreśliłem im pomysły, projekty, przy okazji wspominając o tym, że studiowałem architekturę. Stąd padały pytania o wnętrza, ilustracje, rysunki, animacje. Ba! W tym roku dostałem zapytanie o projekt biblioteki szkolnej, bo stara znajoma osoba kojarzyła mnie z archi/rysunku.  Wracając – tak, nie od razu, ale po roku, po 2 latach zaczęliśmy mieć coraz więcej klientów i projektów.

Na takie rzeczy zawsze się czeka i jak to ktoś mówił – trzeba siać, siać i siać, a potem się zbiera…

…robiliśmy kiedyś na 5 dni przed wigilią animację dla nowo powstającej fabryki pojazdów specjalistycznych (okazało się że była jedną z największych w Europie). Zlecenia na ASAP to istna masakra. A kasę dostaliśmy po 2 latach, bo było to przez pośrednika, który zgarnął pieniądze, a zanim zdążył ją nam przekazać… upadł. Także ten, mało wesoło – podczas gdy my się katowaliśmy świąteczną piosenką  przez 5 dni, po 16h dziennie, by wymłócić animację budowania się tej fabryki. Wszystko za 3000 złotych, dla 4 osób, do podziału za ok. 250 godzin roboty.

Tak około po 3 latach od tego wydarzenia, osoba z tej fabryki już osobiście do mnie zadzwoniła, że potrzebuje prezentu dla prezesa tej spółki/fabryki. Ich fabryka, w ołówku na formacie B2, a potem jeszcze:

  • ich produkt w Gdańsku na ul. Długiej
  • ich produkt na moście w Pradze
  • ich produkt przed fabryką w Norwegii
  • ich produkt w Hamburgu
  • panorama Gdańska

1200-1500 złotych za sztukę.

Były to projekty, którymi raczej się nie pochwalę, bo nie ma czym. Zwykłe zlecenie na chleb, ale nie portfolio. Warto jednak powiedzieć o tym, że takich zleceń jest najwięcej. Tych do portfolio to jest albo jedno na rok, albo to side projekty, które robimy dla siebie, dla rozwoju.

Klient dość często sabotuje zlecenia.

Teraz z głowy umiem rysować ich pojazdy, a ostatnio było zapytanie o mural w ich budynku ok. 30m x 5 m.


6. Czemu hiperrealizm się nie sprzedaje?

Sprzedaje się,  ale za 50-300 złotych maksymalnie. Jeżeli mielibyście realizację tego typu projektów traktować jako główne zajęcie, to raczej wątpię, że udałoby wam się z tego wyżyć.

Hiperrealizm zajmuje ogrom czasu i jest… sztampowy. Sporo osób, które publikuje i rysuje, robi to właśnie w hiperrealistycznym stylu. To już stanowi sporą podaż i ludzie obniżają ceny przez to, bo chcą mieć w ogóle jakieś zlecenie.

To co się sprzedaje, to nasza kreska. Nasz styl.

1. Jeśli klient widzi 10 prac, 10 osób, wykonaniem podobnych – hiperrealizm. To co za różnica kogo wybierze? Cena, kto da niższą.

2. Jeśli klient widzi 10 prac, 10 osób, ale zakochał się w jednym stylu, efekcie, kresce, która pasuje do marki. Weźmie ją, nie patrząc na resztę i  zapłaci za to więcej. 

To norma na każdym rynku. Nasza kreska, nasz styl jest wartością dodaną, za którą możemy sobie liczyć niemal, ile chcemy. Czysty hiperrealizm tego w sobie nie ma. Spójrz chociażby na Patrycję Podkościelny, Patryka Hardzieja czy Igora Wolskiego albo innych polskich ilustratorów. Każdy ma inną kreskę, styl – klienci wybierają ich po stylu i chcą tylko tej jednej osoby. Rysując, malując realistycznie nie ma tej opcji, bo czym się różni to od innych?


sztalugi rysunek kresl

7. Jak zleceń się wystrzegać

Na początku? Bierz wszystkie i popełniaj błędy. Im mniejszy projekt czy zlecenie, tym mniej boli, jeśli go skopiesz. Powinieneś też nauczyć się popełniać błędy, bo dzięki temu nabierzesz koniecznego dystansu.

W późniejszym etapie dobrze jest sobie selekcjonować klientów na tych, którzy pasują nam energią i charakterem. Męczący projekt zabija motywację, pasję – dlatego ważne jest, by na dalszym etapie naszej kariery dobierać sobie zlecenia, które nam po prostu odpowiadają.


8. Studia

Jeszcze żadnych nie skończyłem.

Poszedłem na architekturę, ale tylko dlatego, że ASP mi nie pasowało, a z digital paintingu studiów wówczas nie było (i dalej nie ma). Rzuciłem ją później i skupiłem się bardziej na firmie i projektach, które wtedy się rozwinęły. Z jednej strony żałuję, że nie skończyłem studiów, a z drugiej – nie miałbym tego, co mam teraz i byłbym w całkiem innym miejscu. W każdym razie, jeśli mógłbym cofnąć się w czasie, to i tak nic bym nie zmienił!

Brak formalnego wykształcenia nigdy nie był dla naszej ekipy przeszkodą w zdobyciu jakiegokolwiek zlecenia. Nigdy! Zawsze liczyło się portfolio i nasze faktyczne umiejętności.


egzamin z rysunku architektura kraków ołówki

9. Mnogość zleceń i upraszczanie | Podsumowanie zarabiania na rysunku

Publikowałem moje prace w wielu miejscach i dopiero ogół tych wysiłków, a nie któryś z nich z osobna, przynosił efekt. Potem najlepiej działała już reklama szeptana, z poleceń jakoś szło lepiej, ale dalej do 2012 prędzej najniższa krajowa z tego wychodziła niż średnia. Nie piszę tego, by Cię zdemotywować, tylko ma to służyć jako punkt odniesienia.

Portali, for czy grup na fb dziś jest sporo, więcej niż kiedyś.  Nawet jeśli natychmiast nie uda Ci się upolować fajnego zamówienia, to się nie poddawaj. Daj temu czas.

Niemal wszystkie moje zlecenia, te dobre, duże były z polecenia i spływały dopiero po 2-3 latach. Nie powiem, by ten bałagan z początków był dobrą ścieżką, są inne, lepsze. Ja chyba wybrałem tę typową  drogę – gdzie trzaskało się projekty za 50 złotych na ulotkę z odkurzaczem. Jednak uczy to pokory, podejścia do klientów i wymaga wyrobienia w sobie pewnego dystansu i cierpliwości.

Plusem tych działań w necie było SEO.

SEO jest mega ważne szczególnie w fazie rozwoju. Posiadanie linków do swojej strony www powoduje, że więcej osób na nią wchodzi i wysyła zapytania. Po 1-2 latach liczy się marka, a to już osobny temat budowania brandu siebie czy firmy.

Każdy artysta, projektant, ilustrator czy rysownik musi być trochę managerem, artystą, przedsiębiorcą i marketingowcem. Jeśli nie jesteś, znajdź grupkę ludzi, którzy wypełnią tę lukę i pracujcie razem.

Wszystkie w/w działania i ich zakres ładnie dywersyfikują zlecenia. Dało to stały przypływ rzeczy do robienia i pieniędzy. Oczywiście można pójść na stałe pracować do kogoś, co jest najlepszym rozwiązaniem. Ja tego niestety nie zrobiłem, bo mieszkałem na wsi i do Trójmiasta miałem 60km, więc z pracą byłoby gorzej. To siedziałem w domu przy kompie i pracowałem 😛


Do 2015 roku rozpocząłem tyle rzeczy, że gdy zaczęło to działać, umarłem prawie z natłoku pracy. Zacząłem robić zdjęcia reportażowe. Z pracy nie wychodziłem w ogóle. Poniedziałek, piątek – rysunki, projekty i spotkania, a w weekendy zdjęcia. Zero urlopu, zajechanie na całego. Od tamtej pory zamknąłem ze znajomymi firmę projektową, przestałem robić zdjęcia, zlecenia na ilustracje czy rysunki. Zostawiłem tylko  szkołę rysunku, Kresl i skupiam się teraz na własnych produktach jak Piórniki, Szkicowniki, Paski do Tub, Pakke itd. Przyjemniej jest pracować nad projektami, gdzie samemu przed sobą się odpowiada i kreuje wszystko. Niekoniecznie po taniości i asap, jak to sporo klientów ma w zwyczaju wymagać. Doświadczenie, setki ołówków, długopisów i pikseli udowodniło mi że droga na skróty nigdy nie jest rozwiązaniem.

Jeśli Cię to zainteresowało, to „poczytnij” sobie:

Nauka rysunku dla początkujących!

Kurs digital painting dla początkujących!

Kurs rysunku online na architekturę!